Friday, 4 August 2017

Ciąg dalszy wakacji

Lato w pełni, temperatury osiągnęły oczekiwany poziom, można więc wreszcie porzucić pracę i zająć się czymś ciekawszym.Dlatego wyjeżdżam, wrócę grubszy, jak co roku.


Monday, 24 July 2017

Polskie wakacje

Dawno nie pisałem, bo mam wakacje. Prawdziwe polskie wakacje czyli czas zadumy, refleksji, oczekiwania na lepszą pogodę i nadrabiania zaległości towarzyskich. Spędzam je trochę na działce, trochę nad tzw. polskim morzem, trochę w pracy i trochę w domu. Także nieco w korkach w drodze znad morza oraz smarując, poparzone z powodu niestosowania kremu z filtrem uv, miejsca. Mam też czas na ulubione gry miejskie, z oglądaniem seriali włącznie. 




















 
Soundtrack na polskie wakacje: Sonic Youth - Goo

Thursday, 22 June 2017

Rower i Wisła

W tym roku mam zamiar wykorzystać krótki okres nie-zimy w 100%. Dlatego wieczorami wsiadam na rower i odkrywam miasto na nowo. Nie mam planu wycieczki, ani mapy. Pędzę przed siebie, błądzę po ulicach, gubię się i odnajduję. W weekendy opalam się i spożywam niskoprocentowe napoje nad Wisłą. Nie-zima w mieście jest super.




Saturday, 3 June 2017

Złośliwość rzeczy martwych

Telewizję oglądam rzadko. Jeżeli już, to wyłącznie sport i to pod warunkiem, że żona akurat nie ogląda czegoś "ciekawszego". Dziś wieczorem żony nie ma w domu, za to jest finał Ligi Mistrzów. Niestety nie u mnie, gdyż telewizor postanowił się zepsuć i również nie ma go w domu. Złośliwy chujek.

Saturday, 13 May 2017

Wahnsinn

Sobieszów invades Berlin. Pomijając postawę gospodarzy w meczu, na który się wybraliśmy oraz kolejkę do najlepszego kebaba (na świecie) same plusy.






Wednesday, 3 May 2017

Psy samobójcy

Od hucznych obchodów 10-lecia bloga wydarzyło się sporo. Wszystko zaczęło się od obserwacji luminescencji szkła uranowego, która zapoczątkowała serię (nie)fortunnych zdarzeń. Pierwszym był atak psów samobójców na autostradzie, w wyniku którego mój samochód znalazł się na OIOMie, gdzie przebywa do dziś. W tym miejscu pozdrawiam zakład ubezpieczeń tradycyjną piosenką Łony: "gdzie są, kurwa, pieniądze?!". Później w związku z feriami córki, był czas na nadrabianie zaległości towarzyskich. Tak, przeprosiłem się z piwem i fajkami. Następnie skoczyłem jeszcze na sekundę do Łodzi, aż wreszcie nadszedł długo wyczekiwany weekend majowy. Jak się okazało, był to istny festiwal zakwasów i przejedzenia. Zaczęło się niewinnie od powitania nowej obywatelki w stolicy Dolnego Śląska. Potem tradycyjna pielgrzymka na Chojnik. Otwarcie sezonu grillowego. Wjazd na Stóg Izerski. Nieudane poszukiwania starosty Frydlantu. Piwo w Libercu. Kebab w Dreźnie. A na koniec serdeczna wymiana pozdrowień środkowym palcem na wjeździe do Warszawy.
Najzabawniejsze jest to, że z uwagi na wielość zajęć pozapracowych w ostatnim czasie wszelkie tematy związane z pracą przekładałem na 4 maja, tak jakby ten dzień miał nigdy nie nadejść. Na szczęście to już jutro.























Monday, 17 April 2017

10 lat

Dokładnie 10 lat temu zacząłem pisać bloga. Byłem wtedy ciekawy na ile pisania starczy mi zapału. Na szczęście okazało się, że samozaprcie to moje drugie imię, dlatego mogę od dekady zaśmiecać sieć swoimi przemyśleniami i zdjęciami z komórki. Gdyby ktoś zapytał mnie o największą różnicę pomiędzy dniem dzisiejszym, a 17 kwietnia 10 lat temu powiedziałbym, że wtedy była znacznie lepsza pogoda. Jako ilustracja do dzisiejszego postu zdjęcia z ostanich 10 lat, które zawsze chciałem wrzucić, ale nie było okazji.