U mnie zmian niewiele, tradycyjnie podróżuję po Polsce i tradycyjnie, jak co roku z okazji Dnia Trupa odwiedziłem na kilka dni Sobieszów i okolice, gdzie tradycyjnie nadrabiałem zaległości towarzyskie.
Ostatnio próbuję głównie znaleźć po pracy trochę czasu na jeszcze więcej pracy. Tradycyjnie mi się nie udaje.
Friday, 9 November 2012
Saturday, 20 October 2012
Trójkąt
Ostatni żyje w trójkącie Warszawa - Wrocław - Katowice. Poruszam się główne koleją, śpię w przedziałach, jem w przydworcowych knajpach, z konduktorami jestem na Ty. Obowiązkowo ściskam w ręku kamyk zielony i patrzę jak wszystko zostaje w tyle. Nie wiem po co ten kamyk, ale czuję, że tak trzeba.
We Wrocławiu udało mi się nadrobić trochę zaległości towarzyskie. Niestety, tylko trochę. Przez te prawie trzy lata nazbierało się ich tyle, że będę chyba musiał wpaść tam na trzy lata, żeby je całkiem nadrobić. Jak mawiał klasyk: We will say what time we will tell.
We Wrocławiu udało mi się nadrobić trochę zaległości towarzyskie. Niestety, tylko trochę. Przez te prawie trzy lata nazbierało się ich tyle, że będę chyba musiał wpaść tam na trzy lata, żeby je całkiem nadrobić. Jak mawiał klasyk: We will say what time we will tell.
Wednesday, 10 October 2012
Pożegnanie niebieskiej strzały
Niestety, naszedł smutny czas pożegnań. Niebieska strzała przeniosła się na stałe na Opolszczyznę. Od jakieś czasu było nam nie po drodze. Ja w stolicy, strzała w Karkonoszach. A że bestia lubiła się wyszaleć, nie mogłem jej dłużej trzymać w zamknięciu. 11 lat, ponad 100000 km w trasie, 7 krajów, Berlin, Kolonia, Eindhoven, Praga, Wiedeń, Isola, Triest, Sopot i tysiąc innych miejsc razem. Tego co przeżyliśmy nikt nam nie odbierze.
Godspeed, my friend!
Godspeed, my friend!
Saturday, 29 September 2012
Białe koła, czerwone okręgi
U mnie w zasadzie nic. O urlopie, w trakcie którego miałem wypocząć na
cały rok, zdążyłem już zapomnieć. Z powrotem wdrożyłem się w system
"bierzemy głęboki oddech i byle do weekendu", dzięki czemu czas dostał
odpowiedniego przyspieszenia i znając życie jutro będą już święta.
Chociaż z tego co widziałem w popularnej sieci niemieckich
supermarketów, a widziałem regał z czekoladowymi mikołajami i
marcepanem, równie dobrze może się okazać, że święta są już dzisiaj.
Tuesday, 25 September 2012
Hajduk Split
Dzisiaj wyjątkowo o czymś, konkretnie o religii. Z Hajdukiem Split pierwszy raz zetknąłem się w 1994 r. kiedy odprawił Legię w eliminacji Ligi Mistrzów wygrywając dwukrotnie, w stosunku bramek 0:5. Fanatyzm kibiców z południa Europy znałem od dawna, ale dopiero teraz mogłem zobaczyć jak to wygląda z bliska i przekonać się, że nie samym Partizanem i Crveną Zvezdą była Jugosławia żyje.
Hajduk jest religią i widać to wszędzie, a przede wszystkim na murach. Przeciętny polski kibic jest w stanie wykrzesać z "kena" literkę L, ewentualnie skrót w stylu, WKS, RTS, KSP itp., a ci bardziej piśmienni potrafią nawet przelać na tynk nazwę znienawidzonego klubu w obowiązkowym zestawieniu z kobietą lekkich obyczajów sprzedającą swe wdzięki przygodnie poznanym mężczyznom za pieniądze. Torcida ze Splitu dysponuje znacznie szerszymi środkami wyrazu począwszy od małych szablonów, poprzez większe motywy najczęściej przedstawiające długowłosego hoolsa z maską w barwach klubu, skończywszy na imponujących muralach (niektórych o długości nawet kilkudziesięciu metrów). Biorąc pod uwagę ilość, rozmiar oraz umiejscowienie twórczości kibiców, mniemam że duża jej część powstaje na całkowitym legalu. Mają rozmach sukinsyny.
Hajduk jest religią i widać to wszędzie, a przede wszystkim na murach. Przeciętny polski kibic jest w stanie wykrzesać z "kena" literkę L, ewentualnie skrót w stylu, WKS, RTS, KSP itp., a ci bardziej piśmienni potrafią nawet przelać na tynk nazwę znienawidzonego klubu w obowiązkowym zestawieniu z kobietą lekkich obyczajów sprzedającą swe wdzięki przygodnie poznanym mężczyznom za pieniądze. Torcida ze Splitu dysponuje znacznie szerszymi środkami wyrazu począwszy od małych szablonów, poprzez większe motywy najczęściej przedstawiające długowłosego hoolsa z maską w barwach klubu, skończywszy na imponujących muralach (niektórych o długości nawet kilkudziesięciu metrów). Biorąc pod uwagę ilość, rozmiar oraz umiejscowienie twórczości kibiców, mniemam że duża jej część powstaje na całkowitym legalu. Mają rozmach sukinsyny.
Monday, 17 September 2012
Coś się kończy, coś się zaczyna
Niestety nie wiem co się zaczyna, na pewno nie są to wakacje, które właśnie się skończyły. Ponad 4100 kilometrów i 51 godzin za kółkiem, wszystko po to aby zrobić parę fotek, zjeść ćevapčići i burek (taki pies), opalić się na mahoń i powdychać orzeźwiające bośniackie spaliny z samochodów wyprodukowanych zanim wynaleziono katalizator.
Soundtrack na 4100 km: Poni Hoax - "Images Of Sigrid"
To nie Warszawa, to nie ja pisałem
Żadnych ganów w parku, takie są zasady
Kraj smutnych kelnerów
Z tego zdjęcia wyciąłem cycki księżnej Kate w obawie przed pozwem
Z tego też
Soundtrack na 4100 km: Poni Hoax - "Images Of Sigrid"
To nie Warszawa, to nie ja pisałem
Żadnych ganów w parku, takie są zasady
Kraj smutnych kelnerów
Z tego zdjęcia wyciąłem cycki księżnej Kate w obawie przed pozwem
Z tego też
Tuesday, 4 September 2012
List - rozwiązanie zagadki / Zasłużony odpoczynek
W dniu trzydziestych urodzin otworzyłem list. Piętnastoletni test cierpliwości zaliczony. Większość przewidywań sprawdziła się, w szczególności te co do wykonywanego zawodu, posiadania żony, nie posiadania dzieci oraz posiadanej marki samochodu (tutaj podobnie jak śp. prałat Jankowski upodobania mam niezmienne). Nie sprawdziły się przewidywania co do bycia notowanym (nie wiem gdzie popełniłem błąd) i co do posiadanej liczby kaset magnetofonowych oraz marki zegarka (za wysoko mierzyłem).
Kolejny list już czeka na moje czterdzieste piąte urodziny. Szczerze mówiąc już nie pamiętam co w nim napisałem, tym większa będzie niespodzianka za piętnaście lat.
Tymczasem żyję jak Pan Bóg przykazał. Jak wiadomo każdy Polak powinien raz w życiu wypomnieć Niemcom wojnę, wyzwać bliźniego od Żydów, dorobić trochę na Wyspach i pojechać na wakacje do Chorwacji. Ja zaliczam właśnie ostatni punkt polskości. Żeby było jeszcze bardziej patriotycznie postanowiłem zapomnieć na czas wyjazdu języków obcych i porozumiewać się tubylcami wyłącznie po polsku. Na razie idzie świetnie tubylcy już wiedzą jak po polsku kupić chleb albo zamówić piwo.
Kolejny list już czeka na moje czterdzieste piąte urodziny. Szczerze mówiąc już nie pamiętam co w nim napisałem, tym większa będzie niespodzianka za piętnaście lat.
Tymczasem żyję jak Pan Bóg przykazał. Jak wiadomo każdy Polak powinien raz w życiu wypomnieć Niemcom wojnę, wyzwać bliźniego od Żydów, dorobić trochę na Wyspach i pojechać na wakacje do Chorwacji. Ja zaliczam właśnie ostatni punkt polskości. Żeby było jeszcze bardziej patriotycznie postanowiłem zapomnieć na czas wyjazdu języków obcych i porozumiewać się tubylcami wyłącznie po polsku. Na razie idzie świetnie tubylcy już wiedzą jak po polsku kupić chleb albo zamówić piwo.
Subscribe to:
Posts (Atom)















