Wpadłem na ułamek sekundy do górskiej kryjówki. Przemknąłem tak szybko, że chyba nikt mnie nie widział. No może poza panią ze stacji benzynowej, która ujrzała mnie w retrospekcji z początku lat dziewięćdziesiątych.
Monday, 7 December 2015
Sunday, 22 November 2015
Ferie jesienne
Thursday, 5 November 2015
Logon rock witch
Ostatnio dużo po mieście biegałem. Może nie jakoś bardzo dużo, ale też nie mało. I to chyba tyle z
ciekawostek. A! I jak już tak biegałem to słowiański przykuc ćwiczyłem. I na
Starym Mieście byłem. 2 razy. Czyli normę na dwa lata wyrobiłem. I na
Powązki zaszedłem. Po pańską skórkę. Więcej grzechów nie pamiętam.
Dziś obrazki falliczne. Mój psychoterapeuta kiedyś wyjaśni dlaczego.
Dziś obrazki falliczne. Mój psychoterapeuta kiedyś wyjaśni dlaczego.
Wednesday, 7 October 2015
Przesilenie
Koniec lata spędziłem w heimacie. Nizina Mazowiecka próbowała mnie zatrzymać organizując mały piknik na autostradzie, na szczęście udało mi się jakoś wymknąć. Po przyjeździe od razu zabrałem się za nadrabianie zaległości towarzyskich. Z uwagi na ograniczone możliwości czasowe i nieograniczone możliwości towarzyskie przypominało to jednak bardziej speed dating. Potem szybki skok do Kotliny na szefowskie wesele (było szampańsko bo wszystkie fotki mam poruszone). Na drugi dzień reaktywacja żurem i piwem oraz impreza urodzinowa Niebejbi w ramach poprawin. Potem już tylko długie odsypianie. I walki jaszczurek. I targi miodu. I powrót na niziny. I remont, ale to już zupełnie inna historia.
Thursday, 24 September 2015
Tuesday, 15 September 2015
Kraina kosmicznych hoteli
Architektura bułgarskiej riwiery przypomina mi bardzo architekturę naszego wybrzeża. Wszystko tam jest jednak większe, złotsze i ogólnie jeszcze bardziej rokokoko niż u nas. Ot, takie cygańskie pałace na sterydach. Przewodnią ideą przyświecającą zapewne projektującym je architektom była chęć uzyskania balansu pomiędzy wschodnioeuropejskim wyobrażeniem luksusu a deweloperskim wyobrażeniem ilości pokoi, jakie można zmieścić na jednym metrze kwadratowym działki.
Ja tymczasem trafiłem do Albeny będącej swoistym ewenementem na bułgarskim wybrzeżu. Jak twierdzi wszechwiedzący Internet, miejscowość została zaprojektowana pod koniec lat 50 przez czołowych bułgarskich architektów jako wzorcowy kurort czarnomorski. Dzisiaj to miejsce nadal robi wrażenie. Hotele z czasów Ludowej Republiki Bułgarii dostosowano do potrzeb współczesnych polskich, rosyjskich oraz skandynawskich biur podróży i jednocześnie nie zabudowano kurortu współczesnym kiczem. Oczywiście, żeby nie było zbyt pięknie stragany z suwenirami i automaty bokser też tu dotarły, ale i tak całe miejsce robi wrażenie.
Ja tymczasem trafiłem do Albeny będącej swoistym ewenementem na bułgarskim wybrzeżu. Jak twierdzi wszechwiedzący Internet, miejscowość została zaprojektowana pod koniec lat 50 przez czołowych bułgarskich architektów jako wzorcowy kurort czarnomorski. Dzisiaj to miejsce nadal robi wrażenie. Hotele z czasów Ludowej Republiki Bułgarii dostosowano do potrzeb współczesnych polskich, rosyjskich oraz skandynawskich biur podróży i jednocześnie nie zabudowano kurortu współczesnym kiczem. Oczywiście, żeby nie było zbyt pięknie stragany z suwenirami i automaty bokser też tu dotarły, ale i tak całe miejsce robi wrażenie.
Tuesday, 18 August 2015
Hejt na upały
Ostatnio przede wszystkim magazynowałem cenną energię słoneczną, żeby mieć jakiś zapas na zimowe, krótkie, depresyjne dni. Moim drugim, ulubionym zajęciem w ostatnich dniach było dziwienie się fali. Nie dziwiłem się fali upałów, lecz wszechobecnej fali hejtu na upały. Cały rok wyczekiwania na parę dni prawdziwego lata i kiedy wreszcie przychodzi, razem z nim zaczyna się niekończące się lamentowanie. Że gorąco, że duszno, że świeci za mocno, że pić się chce, że deszcz nie pada (moje ulubione), że klima za słaba, że klima za mocna, że klima wysusza śluzówkę, że och i ach, że tak się nie da żyć i że niech się to wreszcie skończy. I się skończyło. Czekam już na następne.
Fotka ciemna, rozmazana i źle wykadrowana. Z winy upału.
Fotka ciemna, rozmazana i źle wykadrowana. Z winy upału.
Subscribe to:
Posts (Atom)




























