Ostatnio dużo po mieście biegałem. Może nie jakoś bardzo dużo, ale też nie mało. I to chyba tyle z
ciekawostek. A! I jak już tak biegałem to słowiański przykuc ćwiczyłem. I na
Starym Mieście byłem. 2 razy. Czyli normę na dwa lata wyrobiłem. I na
Powązki zaszedłem. Po pańską skórkę. Więcej grzechów nie pamiętam.
Dziś obrazki falliczne. Mój psychoterapeuta kiedyś wyjaśni dlaczego.
Thursday, 5 November 2015
Wednesday, 7 October 2015
Przesilenie
Koniec lata spędziłem w heimacie. Nizina Mazowiecka próbowała mnie zatrzymać organizując mały piknik na autostradzie, na szczęście udało mi się jakoś wymknąć. Po przyjeździe od razu zabrałem się za nadrabianie zaległości towarzyskich. Z uwagi na ograniczone możliwości czasowe i nieograniczone możliwości towarzyskie przypominało to jednak bardziej speed dating. Potem szybki skok do Kotliny na szefowskie wesele (było szampańsko bo wszystkie fotki mam poruszone). Na drugi dzień reaktywacja żurem i piwem oraz impreza urodzinowa Niebejbi w ramach poprawin. Potem już tylko długie odsypianie. I walki jaszczurek. I targi miodu. I powrót na niziny. I remont, ale to już zupełnie inna historia.
Thursday, 24 September 2015
Tuesday, 15 September 2015
Kraina kosmicznych hoteli
Architektura bułgarskiej riwiery przypomina mi bardzo architekturę naszego wybrzeża. Wszystko tam jest jednak większe, złotsze i ogólnie jeszcze bardziej rokokoko niż u nas. Ot, takie cygańskie pałace na sterydach. Przewodnią ideą przyświecającą zapewne projektującym je architektom była chęć uzyskania balansu pomiędzy wschodnioeuropejskim wyobrażeniem luksusu a deweloperskim wyobrażeniem ilości pokoi, jakie można zmieścić na jednym metrze kwadratowym działki.
Ja tymczasem trafiłem do Albeny będącej swoistym ewenementem na bułgarskim wybrzeżu. Jak twierdzi wszechwiedzący Internet, miejscowość została zaprojektowana pod koniec lat 50 przez czołowych bułgarskich architektów jako wzorcowy kurort czarnomorski. Dzisiaj to miejsce nadal robi wrażenie. Hotele z czasów Ludowej Republiki Bułgarii dostosowano do potrzeb współczesnych polskich, rosyjskich oraz skandynawskich biur podróży i jednocześnie nie zabudowano kurortu współczesnym kiczem. Oczywiście, żeby nie było zbyt pięknie stragany z suwenirami i automaty bokser też tu dotarły, ale i tak całe miejsce robi wrażenie.
Ja tymczasem trafiłem do Albeny będącej swoistym ewenementem na bułgarskim wybrzeżu. Jak twierdzi wszechwiedzący Internet, miejscowość została zaprojektowana pod koniec lat 50 przez czołowych bułgarskich architektów jako wzorcowy kurort czarnomorski. Dzisiaj to miejsce nadal robi wrażenie. Hotele z czasów Ludowej Republiki Bułgarii dostosowano do potrzeb współczesnych polskich, rosyjskich oraz skandynawskich biur podróży i jednocześnie nie zabudowano kurortu współczesnym kiczem. Oczywiście, żeby nie było zbyt pięknie stragany z suwenirami i automaty bokser też tu dotarły, ale i tak całe miejsce robi wrażenie.
Tuesday, 18 August 2015
Hejt na upały
Ostatnio przede wszystkim magazynowałem cenną energię słoneczną, żeby mieć jakiś zapas na zimowe, krótkie, depresyjne dni. Moim drugim, ulubionym zajęciem w ostatnich dniach było dziwienie się fali. Nie dziwiłem się fali upałów, lecz wszechobecnej fali hejtu na upały. Cały rok wyczekiwania na parę dni prawdziwego lata i kiedy wreszcie przychodzi, razem z nim zaczyna się niekończące się lamentowanie. Że gorąco, że duszno, że świeci za mocno, że pić się chce, że deszcz nie pada (moje ulubione), że klima za słaba, że klima za mocna, że klima wysusza śluzówkę, że och i ach, że tak się nie da żyć i że niech się to wreszcie skończy. I się skończyło. Czekam już na następne.
Fotka ciemna, rozmazana i źle wykadrowana. Z winy upału.
Fotka ciemna, rozmazana i źle wykadrowana. Z winy upału.
Tuesday, 14 July 2015
Tola
U mnie jak zawsze ok. Trochę byłem w górach. Nie w tych swoich, tylko w tych drugich (ale nie tych z misiem). Potem tradycyjne (i podobno ostatnie) dni demona, czyli dni kiedy wyjeżdża moja żona. W międzyczasie przyjąłem dwie delegacje z Dolnego Śląska, skończyłem Fallout'a 2 i połknąłem na kilka razy wywiad-rzekę z Maleńczukiem. Żyły chowają się od samego czytania.
Byłem też na Moczydle kontynuować konkurs, o którym pisałem ostatnio. Rosnącym trendem w tym roku jest, nazwijmy to: tatuaż - złota myśl. Jest to skrzyżowanie cytatu z Coelho, facebookowego łańcuszka i mądrości ludowej okraszone szczyptą ortograficznej indolencji.
A w piątek wreszcie start kolejnego sezonu najlepszej ligi świata. Czy te przerwy muszą trwać tak długo?

Soundtrack na lato: DZ Lectric & Anthon Shield – "Confessions D'Un Masque"
Byłem też na Moczydle kontynuować konkurs, o którym pisałem ostatnio. Rosnącym trendem w tym roku jest, nazwijmy to: tatuaż - złota myśl. Jest to skrzyżowanie cytatu z Coelho, facebookowego łańcuszka i mądrości ludowej okraszone szczyptą ortograficznej indolencji.
A w piątek wreszcie start kolejnego sezonu najlepszej ligi świata. Czy te przerwy muszą trwać tak długo?

Soundtrack na lato: DZ Lectric & Anthon Shield – "Confessions D'Un Masque"
Sunday, 14 June 2015
Konkurs
W związku z otwarciem basenów, rozpoczął się coroczny konkurs na najgorszy tatuaż świata. Konkurencja, jak zwykle mocna. Trendy od kilku lat niezmienne. Mamy więc wiecznie modne chińskie smoki i chińskie znaki (a raczej polskie wyobrażenie, jak chińskie znaki powinny wyglądać), podobizny ukochanych - głównie kobiety, ale zdarzają się też dzieci oraz Kazimierz Deyna, groźnie brzmiące napisy po łacinie i jeszcze groźniejsze hasła po polsku, oczywiście dziergane gotykiem, nierzadko z pogwałceniem podstawowych zasad ortografii (fuck the rules, yeah!), anioły i diabły (skutek odwiecznej walki dobra ze złem), a do tego nieśmiertelne tribale oraz cała kolekcja tak zwanych motywów damskich tj. delfinków, motylków i innych tego rodzaju słitaśnych stworzeń. Rozstrzygnięcie konkursu we wrześniu.
U mnie ok. Ostatnie głównie praca na wysokich temperaturach - w dzień opalanie się, wieczorem sauna. Do tego jeszcze wyjazd do piekła, gdzie w dantejskich sceneriach przygrywał sam Lucyfer.
Do skrabla oprócz mocnej głowy trzeba mieć jeszcze dobrą ręką. Nie wygrałem.
U mnie ok. Ostatnie głównie praca na wysokich temperaturach - w dzień opalanie się, wieczorem sauna. Do tego jeszcze wyjazd do piekła, gdzie w dantejskich sceneriach przygrywał sam Lucyfer.
Do skrabla oprócz mocnej głowy trzeba mieć jeszcze dobrą ręką. Nie wygrałem.
Subscribe to:
Posts (Atom)





















