Sunday, 13 January 2013
Co za tydzień!
W tym tygodniu trzy razy spotkałem się ze starym znajomym. Jako zadeklarowanemu abstynentowi takie spotkania zdarzają się raczej trzy razy do roku. Z racji wieku coraz gorzej znoszę tego typu meetingi, chociaż trzy spotkania w tygodniu to zaledwie 3/7 normy spotkań, którą wyrabiałem na studiach. Poza tym wczoraj (a może dzisiaj) byłem w najgorszym klubie, jaki przyszło mi odwiedzić w mojej długiej karierze klubowicza. Pierwszy raz żałowałem, że przeszedłem selekcję.
Tu nie żałowałem
Saturday, 5 January 2013
2013
Ani się obejrzałem, a Ziemia znowu wykonała pełne okrążenie wokół Słońca. Koniec roku bardzo udany. Trochę nad Odrą, trochę nad Wrzosówką. Bardzo bogato jeśli chodzi o akcje towarzysko-imprezowe. Półtora tygodnia ładowania akumulatorów w heimacie to jednak zdecydowanie za mało, stolica potrzebowała zaledwie trzech dni, żeby wyładować je z powrotem do zera.
Ciekawostka. Odkryłem, że drewniany słup z reklamą fryzjera i apteki, który stoi dosłownie 100 m od mojego domu i który mijałem w życiu jakiś milion razy to ten sam słup, na którym na zdjęciu z lat 30 XX wieku wiszą flagi ze swastykami. Taki przyczajony pomnik historii.
Fotek trzasnąłem z dwie setki, ale wszystkie poruszone.
Ciekawostka. Odkryłem, że drewniany słup z reklamą fryzjera i apteki, który stoi dosłownie 100 m od mojego domu i który mijałem w życiu jakiś milion razy to ten sam słup, na którym na zdjęciu z lat 30 XX wieku wiszą flagi ze swastykami. Taki przyczajony pomnik historii.
Fotek trzasnąłem z dwie setki, ale wszystkie poruszone.
Wednesday, 19 December 2012
Białystok
Wycieczek po kraju ciąg dalszy. Cóż mogę powiedzieć dobrego o tym miejscu. Na pewno, że potrafią świetnie zorganizować zimę. Taką w starym stylu, z ogromną ilością śniegu. Taką, że można poczuć się jak młoda owieczka, skacząca przez zaspy. Taką, że od razu przypomina się, jak to fajnie było nosić kalesony i kominiarkę. Taką, że po wyjściu z pociągu żałuje się, że zaraz nie ma powrotnego. Poza tym dobra pizza. I chyba tyle.
Friday, 14 December 2012
Zee-Mah
W głowie mi się poprzewracało od zalewu angielskojęzycznych nazw. Gdzie nie spojrzeć, czy to na ulicy, czy na wystawach sklepów, czy też na plakatach, szyldach, reklamach, po prostu wszędzie dookoła dwujęzyczny bełkot. Pomieszanie marek, nazw sklepów, centrów handlowych, haseł zachęcających do kupowania, do kupowania więcej oraz do kupowania jak najwięcej.
Ostatnio trafiłem na reklamę jednego z tutejszych centrów handlowych, ze zdjęciem ładnej pani i wielkim napisem "zima". Obiecuję, że przez kilkanaście dobrych sekund nie wiedziałem o co chodzi, co to za marka i jak to w ogóle przeczytać. "Zee-mah". Może "zai-mah". Gdy po dłuższej chwili zorientowałem się, że chodzi o zwykła, polską, przaśną zimę, pomyślałem, że czas najwyższy pójść na jakiś urlop i wyjechać. Daleko.
Parkowanie autobusów. Wersja zimowa
Ostatnio trafiłem na reklamę jednego z tutejszych centrów handlowych, ze zdjęciem ładnej pani i wielkim napisem "zima". Obiecuję, że przez kilkanaście dobrych sekund nie wiedziałem o co chodzi, co to za marka i jak to w ogóle przeczytać. "Zee-mah". Może "zai-mah". Gdy po dłuższej chwili zorientowałem się, że chodzi o zwykła, polską, przaśną zimę, pomyślałem, że czas najwyższy pójść na jakiś urlop i wyjechać. Daleko.
Parkowanie autobusów. Wersja zimowa
Tuesday, 4 December 2012
Łódź - Częstochowa
Dzisiaj lecę krajoznawczo, z braku lepszych tematów. Kontynuując swoją nigdy niekończącą się podróż po Polsce tym razem trafiłem (po raz kolejny) do Łodzi i Częstochowy. Bardzo podobne do siebie miasta jeśli chodzi o zabudowę. W jednym i drugim centrum opiera się nie na rynku, lecz na długiej osi. W obu stoją pomniki wypchanych zwierząt. Tu i tu zmarzłem.
Friday, 16 November 2012
Lampy
U mnie tradycyjnie to samo. Praca, praca, praca, podróże po kraju, czasem trochę odpoczynku. Zdarzyła się nawet jakaś drzemka z wtorku na środę, więc nie narzekam. Powoli szykuję się do przejścia w tryb nauka, nauka, nauka, zero odpoczynku. Przecież garb sam nie wyrośnie.
Friday, 9 November 2012
Tradycja
U mnie zmian niewiele, tradycyjnie podróżuję po Polsce i tradycyjnie, jak co roku z okazji Dnia Trupa odwiedziłem na kilka dni Sobieszów i okolice, gdzie tradycyjnie nadrabiałem zaległości towarzyskie.
Ostatnio próbuję głównie znaleźć po pracy trochę czasu na jeszcze więcej pracy. Tradycyjnie mi się nie udaje.
Ostatnio próbuję głównie znaleźć po pracy trochę czasu na jeszcze więcej pracy. Tradycyjnie mi się nie udaje.
Subscribe to:
Posts (Atom)











