Ostatnio dużo wszystkiego. I pracy i rozrywek. Nie wiem skąd biorę czas na wszystko, ale na razie jeszcze mi wystarcza. Dwa tygodnie temu zdążyłem zrobić się na basenie na purpurę (miał być mahoń, ale zapomniałem się posmarować) i śledzić na żywo atak nożownika w popularnym centrum handlowym. Ostatni weekend to nadrabianie zaległości imprezowo-kulinarnych, w towarzystwie długo oczekiwanych (i krótko będących) gości. Trochę nadrobiłem, trochę jeszcze zostało do nadrobienia.
Tuesday, 27 July 2021
Monday, 12 July 2021
Emocje
Cóż za intensywny okres, nareszcie. Oprócz zagęszczenia emocji sportowych w moich ulubionych dyscyplinach, gdzie wreszcie wygrywają Ci którym kibicuję (Forza!), rozpoczął się charakterystyczny dla tego okresu w roku rollercoaster towarzyski. Wreszcie miałem (dosyć) dużo czasu na nadrobienie zaległości. Do tego stopnia, że nadrobiłem nawet te, których nadrobić nie planowałem. Jak tak dalej pójdzie to do końca wakacji odświeżę kontakt z higienistką z podstawówki oraz ze zmarłą babcią.
Wednesday, 23 June 2021
Sztauwajery
Ostatnio oprócz tradycyjnych rozczarowań związanych z naszym występem na Mistrzostwach Europy (czego ja się spodziewałem) oraz nie mniej tradycyjnych udręk wynikających z nadmiaru pracy, zdarzyło się również dużo przyjemnych rzeczy. Przede wszystkim nadeszły wyczekiwane (od sierpnia) upały. Miałem również okazję zobaczyć Siksę w teatrze i powłóczyć się po Katowicach. Tak trzymać.
Tuesday, 8 June 2021
W kotlinie
Przez ponad pół roku nie byłem w heimacie. Pomijając koszmar dojazdu i powrotu niezwykle sympatycznie było wreszcie wyrwać się tam na kilka dni. Szczególnie, że zbiegło się to ze spóźnionym jedynie o dwa miesiące przyjściem wiosny. W końcu udało się i to całkiem nieźle nadrobić zaległości towarzyskie, których nazbierało się w ostatnich miesiącach dosyć sporo z powodu wzmożonego ataku p&p (praca&pandemia). Odbyłem również tradycyjną pielgrzymkę na świętą górę. Tym razem nie szturmowałem wieży, zadowalając się karczmą.
Monday, 24 May 2021
Czarny poniedziałek
Co za dzień. Zaginął pienio. Na szczęście trafił w ręce dobrych ludzi i z ich pomocą wrócił do nas po dwóch i pół godziny. Emocjonalny rollercoaster, na którym się przejechałem w trakcie poszukiwań, mając na uwadze, że będę musiał poinformować o sytuacji resztę rodziny, zapewnił mi dawkę emocji, która wystarczy mi do końca maja, a może i czerwca. Kiedy adrenalina puściła, okazało się, że nie mam warunków do biegania i szukania psa, także (wcale nie) lekko utykam. Hmmm, kiedyś byłem młodszy.
Sunday, 9 May 2021
Dzień zwycięstwa
Drogi Pamiętniczku. Dziś był pierwszy ciepły w tym roku. Przez co na mieście było tak jakoś mało pandemicznie. Kwiecień był chłodny. O weekendzie majowym lepiej nie wspominać. Ale chyba najgorsze mamy za sobą. Tak mi się wydaje. Tak bym chciał.
Friday, 23 April 2021
91 Divoc
Zazwyczaj nie oglądam się za trendami i staram się podążać własną ścieżka. Tym razem jednak postanowiłem być na czasie i zachorowałem na najpopularniejszą ostatnio chorobę. Dzięki temu niecodziennemu doświadczeniu dowiedziałem się, że:
- nie lubię chorób bardziej niż pracy;
- człowiek może spać 10 godzin dziennie;
- można spać 10 godzin i być dalej zmęczonym;
- utrata smaku i węchu jest straszna, może nie tak jak utrata wzroku, ale chyba nie dużo "lepsza" niż utrata słuchu;
- zamknięcie restauracji nie jest takie irytujące, kiedy nie masz węchu i smaku.











