Tuesday, 31 March 2015

Sunday, 22 March 2015

Godziny trzepania i torf ameb

Przez 2 tygodnie samotnie stałem na straży domu. W tzw. międzyczasie, żeby nie zwariować z nudów zażywałem kąpieli na świeżym powietrzu. Zaliczyłem również dwa pilne zebrania, a także wycieczkę na Bemowo, gdzie stałem się ofiarą ataku kuli inspiracji (bratobójcza wena) oraz gdzie wkroczyłem na torf ameb biegając po bunkrach i za lotką.





















Soundtrack podwójny: - Andy Stott - "Faith In Strangers"; Islaja - "S U U"

Sunday, 22 February 2015

Tylu

Dziś tradycyjnie o pogodzie (to nie jest temat zastępczy, to mój ulubiony temat). Kolejna zima się kończy. Mrozów i śniegu było, jak na lekarstwo (nawet tu na Dalekim Wschodzie). Jeśli ocieplenie klimatu ma oznaczać łagodne zimy w tej części świata, to chyba najwyższy czas wymontować katalizator z samochodu i dorzucić swoją cegiełkę do budowania świetlanej przyszłości naszych prawnuków. Mieszkańców Tuvalu i innych zatopionych państewek przerzuci się na Mierzeję Helską, krajobrazowo nie odczują różnicy, a przynajmniej będą mieli kolej. I blisko do Władysławowa. Same plusy.

















Soundtrack podesłany przez Bobiego: Timber Timbre - "Hot Dreams"

Sunday, 25 January 2015

Dziwię się

Ten tekst mógłby zacząć się od słów: "Kiedy myślałem, że w życiu już mnie nic nie zdziwi...", ale się nie zacznie. Bezgranicznie wierzę w ludzką głupotę kreatywność, stąd wiem, że zdziwię się w życiu jeszcze nie raz. Ale do rzeczy. Dziś na saunę wpadł gość z kebabem. Koniec anegdoty.


Najgorszą muzykę świata znajdziecie tu.

Sunday, 11 January 2015

2015

Koniec roku bardzo spokojny. Spokoju nie zmącił nawet niespodziewany atak zimy (na Wielkanoc jeszcze się w ostatnich latach zdarzało, ale żeby śnieg padał w Boże Narodzenie - szok). Poza tym, koniec zapuszczania włosów i brody, sylwester pod hasłem "kryzys" (i "dzieci") oraz festiwal pizzy na SBSZW. W 2015 na razie nic.
























Soundtrack na 2015: Asylum Party - "Borderline"

Tuesday, 16 December 2014

Thin privilege

Dzisiaj wyjątkowo o czymś. Thin privilege. Bardzo zabawna teoria autorstwa chorobliwie otyłych mieszkanek Stanów Zjednoczonych. Wierzą one, że zachowanie szczupłej części społeczeństwa wobec nich jest pewną formą ucisku, prześladowania identycznego, jak rasizm. To tylko i wyłącznie zachowanie okrutnych fatofobów jest przyczyną ich problemów takich jak: konieczność noszenia ogromnych bezkształtnych worków zamiast ubrań, kupowania dwóch miejsc w samolocie, wysłuchiwania od lekarzy, że wyglądają niezdrowo czy też braku chłopaka. Co więcej wierzą one, że przyczyną tychże problemów, w żadnym wypadku nie jest spożywanie absurdalnych ilości wysokotłuszczowych posiłków. Nie. To po prostu wina fatofobicznego społeczeństwa.
Jako, że za oceanem owa teoria trafiła na wyjątkowo podatny grunt, zastanawiam się czy za kilka bądź kilkanaście lat w społeczeństwie absolutnej politycznej poprawności fatofobiczne zachowania nie będą uznane za niedozwolone i traktowane na równi z wszelkimi przejawami rasizmu czy też homofobii. Czy dożyjemy czasów gdy dwustukilogramowa kobieta z symbolu chorobliwego łakomstwa i niewyobrażalnego lenistwa przeobrazi się w symbol dumy w walce z uprzedzeniami zepsutego społeczeństwa. Albo czasów, w których sugestia, że taka osoba powinna coś zmienić w swoim życiu w trosce o zdrowie, będzie traktowana podobnie jak obecnie twierdzenie, że homoseksualizm można wyleczyć, czyli jako fatofobiczna mowa nienawiści. A już najbardziej ciekawi mnie czy (a właściwie kiedy) ta zabawna teoria przywędruje do kraju, który zawsze tak chętnie łyka wszystko co amerykańskie. Jeśli tak się stanie to pamiętajcie, że ja pierwszy tu o tym pisałem. Pierwszy fatofob RP.

















Obrazek zastępczy bo telefon zepsułem.

Saturday, 22 November 2014

Spending My Time

Właściwie zamiast pisać co u mnie mogłbym w tym miejscu wkleić tekst piosenki "Spending My Time" pewnego szwedzkiego zespołu, popularnego 20 lat temu (z pominięciem fragmentów o nieszczęśliwej miłości oraz o piciu kawy) i wyszłoby na to samo. W szczególności wytłuściłbym linijkę "Watching the days go by", gdyż tym zajmuję się ostatnio przede wszystkim.