Soundtrack na 2015: Asylum Party - "Borderline"
Sunday, 11 January 2015
2015
Koniec roku bardzo spokojny. Spokoju nie zmącił nawet niespodziewany atak zimy (na Wielkanoc jeszcze się w ostatnich latach zdarzało, ale żeby śnieg padał w Boże Narodzenie - szok). Poza tym, koniec zapuszczania włosów i brody, sylwester pod hasłem "kryzys" (i "dzieci") oraz festiwal pizzy na SBSZW. W 2015 na razie nic.
Soundtrack na 2015: Asylum Party - "Borderline"
Soundtrack na 2015: Asylum Party - "Borderline"
Tuesday, 16 December 2014
Thin privilege
Dzisiaj wyjątkowo o czymś. Thin privilege. Bardzo zabawna teoria autorstwa chorobliwie otyłych mieszkanek Stanów Zjednoczonych. Wierzą one, że zachowanie szczupłej części społeczeństwa wobec nich jest pewną formą ucisku, prześladowania identycznego, jak rasizm. To tylko i wyłącznie zachowanie okrutnych fatofobów jest przyczyną ich problemów takich jak: konieczność noszenia ogromnych bezkształtnych worków zamiast ubrań, kupowania dwóch miejsc w samolocie, wysłuchiwania od lekarzy, że wyglądają niezdrowo czy też braku chłopaka. Co więcej wierzą one, że przyczyną tychże problemów, w żadnym wypadku nie jest spożywanie absurdalnych ilości wysokotłuszczowych posiłków. Nie. To po prostu wina fatofobicznego społeczeństwa.
Jako, że za oceanem owa teoria trafiła na wyjątkowo podatny grunt, zastanawiam się czy za kilka bądź kilkanaście lat w społeczeństwie absolutnej politycznej poprawności fatofobiczne zachowania nie będą uznane za niedozwolone i traktowane na równi z wszelkimi przejawami rasizmu czy też homofobii. Czy dożyjemy czasów gdy dwustukilogramowa kobieta z symbolu chorobliwego łakomstwa i niewyobrażalnego lenistwa przeobrazi się w symbol dumy w walce z uprzedzeniami zepsutego społeczeństwa. Albo czasów, w których sugestia, że taka osoba powinna coś zmienić w swoim życiu w trosce o zdrowie, będzie traktowana podobnie jak obecnie twierdzenie, że homoseksualizm można wyleczyć, czyli jako fatofobiczna mowa nienawiści. A już najbardziej ciekawi mnie czy (a właściwie kiedy) ta zabawna teoria przywędruje do kraju, który zawsze tak chętnie łyka wszystko co amerykańskie. Jeśli tak się stanie to pamiętajcie, że ja pierwszy tu o tym pisałem. Pierwszy fatofob RP.

Obrazek zastępczy bo telefon zepsułem.
Jako, że za oceanem owa teoria trafiła na wyjątkowo podatny grunt, zastanawiam się czy za kilka bądź kilkanaście lat w społeczeństwie absolutnej politycznej poprawności fatofobiczne zachowania nie będą uznane za niedozwolone i traktowane na równi z wszelkimi przejawami rasizmu czy też homofobii. Czy dożyjemy czasów gdy dwustukilogramowa kobieta z symbolu chorobliwego łakomstwa i niewyobrażalnego lenistwa przeobrazi się w symbol dumy w walce z uprzedzeniami zepsutego społeczeństwa. Albo czasów, w których sugestia, że taka osoba powinna coś zmienić w swoim życiu w trosce o zdrowie, będzie traktowana podobnie jak obecnie twierdzenie, że homoseksualizm można wyleczyć, czyli jako fatofobiczna mowa nienawiści. A już najbardziej ciekawi mnie czy (a właściwie kiedy) ta zabawna teoria przywędruje do kraju, który zawsze tak chętnie łyka wszystko co amerykańskie. Jeśli tak się stanie to pamiętajcie, że ja pierwszy tu o tym pisałem. Pierwszy fatofob RP.

Obrazek zastępczy bo telefon zepsułem.
Saturday, 22 November 2014
Spending My Time
Tuesday, 14 October 2014
Się jeń
I tak lato płynnie przeszło w polską złotą, która niebawem zmieni się w szarą depresyjną. U mnie to samo. Czyli praca, praca, praca, praca, praca, dom, dom. Głównie byłem tu, parę razy tam, a zdarzyło się też, że tamto było tu. Z wizytą. Aktualnie w związku z wyjazdem mojej lepszej połowy (a właściwie lepszych 2/3) oddaję się sportom wszelakim oraz spożywaniu wysokoenergetycznych posiłków o tzw. absurdalnych porach.
Soundtrack na jesień: Opera Multi Steel - "Regret qui s’écaill"
Soundtrack na jesień: Opera Multi Steel - "Regret qui s’écaill"
Tuesday, 2 September 2014
Trzy
Typowy pobyt nad polskim morzem, czyli smażenie się cały dzień na własnych, ogrodzonych parawanem dwóch metrach kwadratowych plaży z obligatoryjnym petem i bronksem z puszki, na obiad smażona ryba (prosto z delty Mekongu) z frytkami, wieczorem klabing w topowych miejscach w towarzystwie byczków z tribalami i foczek w cętki, bicie rekordów na automacie bokser, sandały, skarpetki, kebab z mikrofalówki i tradycyjne malowanie swastyki z henny na czole. Tak mogły wyglądać moje wakacje. Niestety, nie zdecydowałem się w tym roku na Mielno.
Trzynaście dni we Trójkę w Trójmieście. Tak wyglądały moje wakacje. Oprócz atrakcji czysto towarzyskich (pozdrawiam Gosię) robiłem zdjęcia klocków w Gdyni, podążałem tropem fekalnej zagadki Sopotu (i to nie prawda, że warszafka na mociaku tak śmierdzi, bo okazało się, że to śruta sojowa), sprawdzałem czy Wisła naprawdę uchodzi oraz czy placki na Świętojańskiej są odpowiednio cienkie.
Potem nastąpił powrót do stolicy i tradycyjne bolesne zderzenie z rzeczywistością. A na pożegnanie wakacji pojawiła się z roboczą wizytą delegacja z heimatu. Wspólnie odbyliśmy (o ile pamiętam) powolny przelot ulicami miasta, utrzymany (raczej) w konwencji onirycznej, ilustrowany (prawdopodobnie) rycinami Schulza.
Trzynaście dni we Trójkę w Trójmieście. Tak wyglądały moje wakacje. Oprócz atrakcji czysto towarzyskich (pozdrawiam Gosię) robiłem zdjęcia klocków w Gdyni, podążałem tropem fekalnej zagadki Sopotu (i to nie prawda, że warszafka na mociaku tak śmierdzi, bo okazało się, że to śruta sojowa), sprawdzałem czy Wisła naprawdę uchodzi oraz czy placki na Świętojańskiej są odpowiednio cienkie.
Potem nastąpił powrót do stolicy i tradycyjne bolesne zderzenie z rzeczywistością. A na pożegnanie wakacji pojawiła się z roboczą wizytą delegacja z heimatu. Wspólnie odbyliśmy (o ile pamiętam) powolny przelot ulicami miasta, utrzymany (raczej) w konwencji onirycznej, ilustrowany (prawdopodobnie) rycinami Schulza.
Sunday, 10 August 2014
Urlop
Sierpień w przeciwieństwie do lipca bardzo spokojny. Właśnie zacząłem urlop. Ostatni raz 2 tygodnie pod rząd wypoczywałem 2 lata temu. Jadę pławić się z ulwami i morszczynami w tzw. polskim morzu. Pogody się nie spodziewam, natomiast liczę na tradycyjną wojnę polsko-polską codziennie rano przy szwedzkim stole. Do ostatniej parówki.
Thursday, 31 July 2014
Pół cytryny
To był lipiec! Ostatecznie zdążyłem ze sprzątaniem na przyjazd dziewczyn. Potem teleportacja w Karkonosze i szalone wesele. Na trzy dni wojcieszyckie pola zapłonęły, były tradycyjne hulanki i swawole, a także konkurs skoków do wody z trampoliny, inny konkurs, który nie wiem kto wygrał mimo, że byłem w jury oraz walki psów i bohaterskie przejęcie namiotu animacji dla dzieci. Po powrocie do HQ upalny tydzień z demonem, basenem, sauną oraz treningami speedmintona i tego drugiego sportu. Następnie udane budowanie przyjaźni polsko-tahitańskiej nad Wisłą (wiedzieliście, że na Tahiti piwo kosztuje pięćset żółwi - szok). Potem jeszcze jeden skok w Karkonosze, oglądanie słoni morskich w Libercu oraz otwarcie (i zamknięcie jednocześnie) sezonu grillowego.
Na koniec dobra rada. Jeśli źle się czujecie, jesteście ogólnie rozbici albo jest Wam na przykład zimno, to zjedzcie pół cytryny. Mi zawsze pomaga. Poważnie, wystarczy pół cytryny. Można sobie wycisnąć do szklanki albo zjeść i od razu pomaga. Mi zawsze. Pół cytryny. Spróbujcie. Bo mi pomaga.
Soundtrack na lipiec: John Talabot - "Fin"
Na koniec dobra rada. Jeśli źle się czujecie, jesteście ogólnie rozbici albo jest Wam na przykład zimno, to zjedzcie pół cytryny. Mi zawsze pomaga. Poważnie, wystarczy pół cytryny. Można sobie wycisnąć do szklanki albo zjeść i od razu pomaga. Mi zawsze. Pół cytryny. Spróbujcie. Bo mi pomaga.
Soundtrack na lipiec: John Talabot - "Fin"
Subscribe to:
Posts (Atom)
























