Wednesday, 27 February 2013

Obrazek zastępczy

Ostatnio moim ulubionym zajęciem obok nauki, robienia sobie sobie zdjęć i siedzenia na necie jest zapuszczanie włosów, wąsów i brody. Po 30 latach wreszcie odkryłem kim chcę być naprawdę. Rumcajsem. Do Jičína mam z domu niecałe 80 km, więc jak tylko zrobi się cieplej, pakuję Hankę i pistolet na żołędzie i zaczynam nowe życie.
A cieplej zrobi się już niedługo. Koniec lutego to już ten moment, w którym można powoli wystawiać środkowy palec w kierunku odchodzącej pory mroku. Zresztą tak źle w tym roku nie było. Główną zaletą aresztu domowego jest to, że udało mi się przezimować w koszulce i japonkach. Oby tak dalej.














Obrazek zastępczy

Wednesday, 6 February 2013

Uczę się

W związku z czym nie mam czasu na nic. Nie oglądam seriali. Nie siedzę na necie. Nie cykam (sobie) zdjęć, a już na pewno nie nagrywam filmów. Nie chodzę na bieżnię. Nie jem siedmiu posiłków dziennie. Nie śpię do dziesiątej. Nie marnuję czasu na pierdoły. Cały ja.














 A tu nie wiem kto.














I tu też nie.

Sunday, 27 January 2013

Historia lubi się powtarzać

Znowu wróciłem do punktu, w którym zaczynałem pisać bloga. Znowu nie pracuję, bo muszę się uczyć. W rzeczywistości znowu nie uczę się, ale oczywiście od jutra się biorę. Poza tym jak zawsze jestem już zmęczony nauką, chociaż tak naprawdę nie zacząłem się jeszcze uczyć.
Zmieniły się tylko pewne szczegóły. Wtedy byłem na zachodzie, teraz jestem na wschodzie. Wtedy było ciepło, a teraz jest zimno. Wtedy siedziałem w pokoju sam, a teraz z małżonką. Wtedy piłem piwo, a teraz colę. Poza tym ta sama niemoc i bicie rekordów w prokrastynacji.
Mam tylko delikatny żal, do Internetu, który nie nadąża z aktualizowaniem treści, w związku z czym wszystkie rzeczy muszę czytać dwa razy.














Drugi od lewej - sobowtór niebieskiej strzały.

Sunday, 13 January 2013

Co za tydzień!

W tym tygodniu trzy razy spotkałem się ze starym znajomym. Jako zadeklarowanemu abstynentowi takie spotkania zdarzają się raczej trzy razy do roku. Z racji wieku coraz gorzej znoszę tego typu meetingi, chociaż trzy spotkania w tygodniu to zaledwie 3/7 normy spotkań, którą wyrabiałem na studiach. Poza tym wczoraj (a może dzisiaj) byłem w najgorszym klubie, jaki przyszło mi odwiedzić w mojej długiej karierze klubowicza. Pierwszy raz żałowałem, że przeszedłem selekcję.

Tu nie żałowałem

Saturday, 5 January 2013

2013

Ani się obejrzałem, a Ziemia znowu wykonała pełne okrążenie wokół Słońca. Koniec roku bardzo udany. Trochę nad Odrą, trochę nad Wrzosówką. Bardzo bogato jeśli chodzi o akcje towarzysko-imprezowe. Półtora tygodnia ładowania akumulatorów w heimacie to jednak zdecydowanie za mało, stolica potrzebowała zaledwie trzech dni, żeby wyładować je z powrotem do zera.
Ciekawostka. Odkryłem, że drewniany słup z reklamą fryzjera i apteki, który stoi dosłownie 100 m od mojego domu i który mijałem w życiu jakiś milion razy to ten sam słup, na którym na zdjęciu z lat 30 XX wieku wiszą flagi ze swastykami. Taki przyczajony pomnik historii.


















Fotek trzasnąłem z dwie setki, ale wszystkie poruszone.

Wednesday, 19 December 2012

Białystok

Wycieczek po kraju ciąg dalszy. Cóż mogę powiedzieć dobrego o tym miejscu. Na pewno, że potrafią świetnie zorganizować zimę. Taką w starym stylu, z ogromną ilością śniegu. Taką, że można poczuć się jak młoda owieczka, skacząca przez zaspy. Taką, że od razu przypomina się, jak to fajnie było nosić kalesony i kominiarkę. Taką, że po wyjściu z pociągu żałuje się, że zaraz nie ma powrotnego. Poza tym dobra pizza. I chyba tyle.


Friday, 14 December 2012

Zee-Mah

W głowie mi się poprzewracało od zalewu angielskojęzycznych nazw. Gdzie nie spojrzeć, czy to na ulicy, czy na wystawach sklepów, czy też na plakatach, szyldach, reklamach, po prostu wszędzie dookoła dwujęzyczny bełkot. Pomieszanie marek, nazw sklepów, centrów handlowych, haseł zachęcających do kupowania, do kupowania więcej oraz do kupowania jak najwięcej.
Ostatnio trafiłem na reklamę jednego z tutejszych centrów handlowych, ze zdjęciem ładnej pani i wielkim napisem "zima". Obiecuję, że przez kilkanaście dobrych sekund nie wiedziałem o co chodzi, co to za marka i jak to w ogóle przeczytać. "Zee-mah". Może "zai-mah". Gdy po dłuższej chwili zorientowałem się, że chodzi o zwykła, polską, przaśną zimę, pomyślałem, że czas najwyższy pójść na jakiś urlop i wyjechać. Daleko.














Parkowanie autobusów. Wersja zimowa