Niestety nie wiem co się zaczyna, na pewno nie są to wakacje, które właśnie się skończyły. Ponad 4100 kilometrów i 51 godzin za kółkiem, wszystko po to aby zrobić parę fotek, zjeść ćevapčići i burek (taki pies), opalić się na mahoń i powdychać orzeźwiające bośniackie spaliny z samochodów wyprodukowanych zanim wynaleziono katalizator.
Soundtrack na 4100 km: Poni Hoax - "Images Of Sigrid"
To nie Warszawa, to nie ja pisałem
Żadnych ganów w parku, takie są zasady
Kraj smutnych kelnerów
Z tego zdjęcia wyciąłem cycki księżnej Kate w obawie przed pozwem
Z tego też
Monday, 17 September 2012
Tuesday, 4 September 2012
List - rozwiązanie zagadki / Zasłużony odpoczynek
W dniu trzydziestych urodzin otworzyłem list. Piętnastoletni test cierpliwości zaliczony. Większość przewidywań sprawdziła się, w szczególności te co do wykonywanego zawodu, posiadania żony, nie posiadania dzieci oraz posiadanej marki samochodu (tutaj podobnie jak śp. prałat Jankowski upodobania mam niezmienne). Nie sprawdziły się przewidywania co do bycia notowanym (nie wiem gdzie popełniłem błąd) i co do posiadanej liczby kaset magnetofonowych oraz marki zegarka (za wysoko mierzyłem).
Kolejny list już czeka na moje czterdzieste piąte urodziny. Szczerze mówiąc już nie pamiętam co w nim napisałem, tym większa będzie niespodzianka za piętnaście lat.
Tymczasem żyję jak Pan Bóg przykazał. Jak wiadomo każdy Polak powinien raz w życiu wypomnieć Niemcom wojnę, wyzwać bliźniego od Żydów, dorobić trochę na Wyspach i pojechać na wakacje do Chorwacji. Ja zaliczam właśnie ostatni punkt polskości. Żeby było jeszcze bardziej patriotycznie postanowiłem zapomnieć na czas wyjazdu języków obcych i porozumiewać się tubylcami wyłącznie po polsku. Na razie idzie świetnie tubylcy już wiedzą jak po polsku kupić chleb albo zamówić piwo.
Kolejny list już czeka na moje czterdzieste piąte urodziny. Szczerze mówiąc już nie pamiętam co w nim napisałem, tym większa będzie niespodzianka za piętnaście lat.
Tymczasem żyję jak Pan Bóg przykazał. Jak wiadomo każdy Polak powinien raz w życiu wypomnieć Niemcom wojnę, wyzwać bliźniego od Żydów, dorobić trochę na Wyspach i pojechać na wakacje do Chorwacji. Ja zaliczam właśnie ostatni punkt polskości. Żeby było jeszcze bardziej patriotycznie postanowiłem zapomnieć na czas wyjazdu języków obcych i porozumiewać się tubylcami wyłącznie po polsku. Na razie idzie świetnie tubylcy już wiedzą jak po polsku kupić chleb albo zamówić piwo.
Friday, 24 August 2012
List
Zbliżają się moje trzydzieste urodziny. Ta okrągła rocznica nie robi na mnie specjalnego wrażenia, gdyż zasadniczo urodzin nie obchodzę, podobnie zresztą jak imienin, Dnia Świętego Walentego, Dnia Świętego Patryka oraz Światowego Dnia Walki z AIDS (prezenty naturalnie przyjmuję - na Dzień Świętego Patryka również). Zatem normalnie nie czekałbym na ten dzień, a w ferworze walki z codziennymi problemami mógłbym go nawet nie zauważyć, gdyby nie jedna drobnostka.
Mianowicie list.
Autorem owego listu jestem ja sam, adresatem zresztą też. Napisałem go w swoje piętnaste urodziny z adnotacją aby otwarty został w trzydzieste. Muszę przyznać, że nie mogę już doczekać się tego momentu. Zachodzę w głowę co autor miał mi do przekazania. Piszę o "autorze" w trzeciej osobie, bo nie jestem nawet do końca pewien czy to ta sama osoba co ja. Co ja sobie wtedy myślałem? Przecież trzydziestolatek dla piętnastolatka to starzec. Mam nadzieję, że nie zwracam się do siebie per Pan. Ciekawe też czy w 1997 r. wydawało mi się, że w 2012 r. ludzie będą jedli zamiast chleba zieloną pastę z tubki, samochody będą latać, a najlepszym miejscem na wakacje będą księżyce Saturna. Przecież te 15 lat, które miało upłynąć, to dokładnie jeszcze raz tyle, ile do wtedy przeżyłem. Czyli wieczność. Na szczęście wszystkiego dowiem się już w przyszłym tygodniu. Myślę też nad kolejnym listem. Należy mi się jakaś niespodzianka na czterdzieste piąte urodziny.
Mianowicie list.
Autorem owego listu jestem ja sam, adresatem zresztą też. Napisałem go w swoje piętnaste urodziny z adnotacją aby otwarty został w trzydzieste. Muszę przyznać, że nie mogę już doczekać się tego momentu. Zachodzę w głowę co autor miał mi do przekazania. Piszę o "autorze" w trzeciej osobie, bo nie jestem nawet do końca pewien czy to ta sama osoba co ja. Co ja sobie wtedy myślałem? Przecież trzydziestolatek dla piętnastolatka to starzec. Mam nadzieję, że nie zwracam się do siebie per Pan. Ciekawe też czy w 1997 r. wydawało mi się, że w 2012 r. ludzie będą jedli zamiast chleba zieloną pastę z tubki, samochody będą latać, a najlepszym miejscem na wakacje będą księżyce Saturna. Przecież te 15 lat, które miało upłynąć, to dokładnie jeszcze raz tyle, ile do wtedy przeżyłem. Czyli wieczność. Na szczęście wszystkiego dowiem się już w przyszłym tygodniu. Myślę też nad kolejnym listem. Należy mi się jakaś niespodzianka na czterdzieste piąte urodziny.
Thursday, 16 August 2012
Wakacje
Jak wakacje to podróże. W ciągu nieco ponad miesiąca służbowo i nie, odwiedziłem Rzeszów, Bielsko-Białą, Kłobuck, Częstochowę, Wisłę, Łódź, Kielce, Katowice, górską kryjówkę w Karkonoszach, Legnicę, Ryki i Łochów. Jeszcze na basenie na Szczęśliwicach byłem. To chyba tyle.
Soundtrack wakacyjny - Bullion - "You Drive Me To Plastic"
Soundtrack wakacyjny - Bullion - "You Drive Me To Plastic"
Sunday, 5 August 2012
Wednesday, 4 July 2012
Wielka rzeszowska
W świecie opanowanym przez falliczne symbole męskiej dominacji Rzeszów pokazuje, że można przeciwstawić się brutalnemu męskiemu szowinizmowi. Tu znajduje się pomnik, który wyznacza nową jakość pokazując, że stary porządek powoli odchodzi. Monument ów, jawi się niczym promyk nadziei na zgliszczach umarłego kultu penisa. Tu feministyczne hasło "siła cip" przestaje być tylko pustym frazem. W Rzeszowie ma ono materialny i porażający wymiar. Przytłacza swoim ogromem i powoduje, że drżę.


Na zakończenie dodam, że byłem świadkiem wzruszającej sceny, kiedy K. Szczuka i M. Środa składały kwiaty pod pomnikiem. Zrobiłem nawet kilka zdjęć. Niestety, zostałem zauważony i przy pomocy bhutalnej pehswazji zmuszony do ich skasowania.


Na zakończenie dodam, że byłem świadkiem wzruszającej sceny, kiedy K. Szczuka i M. Środa składały kwiaty pod pomnikiem. Zrobiłem nawet kilka zdjęć. Niestety, zostałem zauważony i przy pomocy bhutalnej pehswazji zmuszony do ich skasowania.
Friday, 8 June 2012
Dzisiaj
Ponad 5 lat temu cieszyłem się na blogu, słowami tradycyjnej kibicowskiej przyśpiewki, że mamy EURO. Odnalazłem ostatnio w internetowym wydaniu popularnego dziennika zdjęcie z fety, która odbywała się wtedy na wrocławskim Rynku. A na nim ja. Beztroska morda.
Wtedy rok 2012 wydawał mi się tak odległą datą, jak dzień wybuchu drugiej wojny światowej albo bitwy pod Grunwaldem. To będzie kiedyś, myślałem. Szast prast i kiedyś mamy dzisiaj. Ale zleciało. Tak już cały czas będzie szybko leciało?
Z kronikarskiego obowiązku odnotuję wizytę w stolicy baby w ciąży z mężem. Stolica rzucała nam kłody pod nogi, zamykając co tylko się dało, ale i tak ją zwiedziliśmy.
Ponadto padł mi komp. Nagle i definitywnie. W poniedziałek dowiem się czy zabrał ze sobą do hadesu dysk twardy, grzebiąc 6 lat pracy i gromadzenia śmieci.
Wtedy rok 2012 wydawał mi się tak odległą datą, jak dzień wybuchu drugiej wojny światowej albo bitwy pod Grunwaldem. To będzie kiedyś, myślałem. Szast prast i kiedyś mamy dzisiaj. Ale zleciało. Tak już cały czas będzie szybko leciało?
Z kronikarskiego obowiązku odnotuję wizytę w stolicy baby w ciąży z mężem. Stolica rzucała nam kłody pod nogi, zamykając co tylko się dało, ale i tak ją zwiedziliśmy.
Ponadto padł mi komp. Nagle i definitywnie. W poniedziałek dowiem się czy zabrał ze sobą do hadesu dysk twardy, grzebiąc 6 lat pracy i gromadzenia śmieci.
Subscribe to:
Posts (Atom)











