Wróciłem do podróżowania po kraju. Tym razem odwiedziłem Żyrardów. Nie wiedziałem czego się spodziewać. Z jednej strony, słyszałem, że jest to drugi Londyn (wersja żyrardowska). Z drugiej strony, że to zadupie gdzie nic nie ma poza patologią (wersja skierniewicko-grodziska). Okazało się, że może nie jest to Londyn, ale też nie jest źle. Ładne przemysłowe miasto. Całe centrum z nieotynkowanej cegły. Uwielbiam takie miejsca. Wrócę jeszcze w tym roku sprawdzić jak prezentuje się latem.
Dziś byłem w Białymstoku. Odwołali już zimę. Jutro lecę w Karkonosze. Potem jeszcze do Wisły. A na koniec wracam do pracy.
Wednesday, 27 March 2013
Friday, 22 March 2013
Amok
Właściwie powinienem napisać "I'm ok". Przeżyłem ten egzamin. Nie wiem czy zdałem, ale przeżyłem. Jestem jeszcze w lekkim szoku, adrenalina zaczyna schodzić i powoli dochodzi do mnie jak bardzo zlasował mi się mózg przez 2 miesiące nauki i 4 dni ładowania w klawiaturę. Nie wiem co mam teraz robić. Wcześniej wiedziałem, że mam się uczyć. A teraz?
Monday, 11 March 2013
Obrazek losowy
Upłynął kolejny tydzień aresztu domowego. Do końca odsiadki zostało już naprawdę niewiele. Niestety nieodwracalne zmiany spowodowane izolacją postępują. Od ostatniego wpisu swoją kolekcję miliarda autoportretów wykonanych komórką, wzbogaciłem o kolejny milion zdjęć. Bardzo wdzięczny temat. Mam już tego tyle, że najwyższy czas zrobić jakąś selekcję i wydać to formie książki pod wymownym tytułem "Narcyz". Znam przynajmniej jedną osobę, której taka książka bardzo się spodoba.

Mam jeszcze to samo zdjęcie w wersjach: wesoły, zły, cyniczny oraz zmęczony życiem.

Mam jeszcze to samo zdjęcie w wersjach: wesoły, zły, cyniczny oraz zmęczony życiem.
Wednesday, 27 February 2013
Obrazek zastępczy
Ostatnio moim ulubionym zajęciem obok nauki, robienia sobie sobie zdjęć i siedzenia na necie jest zapuszczanie włosów, wąsów i brody. Po 30 latach wreszcie odkryłem kim chcę być naprawdę. Rumcajsem. Do Jičína mam z domu niecałe 80 km, więc jak tylko zrobi się cieplej, pakuję Hankę i pistolet na żołędzie i zaczynam nowe życie.
A cieplej zrobi się już niedługo. Koniec lutego to już ten moment, w którym można powoli wystawiać środkowy palec w kierunku odchodzącej pory mroku. Zresztą tak źle w tym roku nie było. Główną zaletą aresztu domowego jest to, że udało mi się przezimować w koszulce i japonkach. Oby tak dalej.
Obrazek zastępczy
A cieplej zrobi się już niedługo. Koniec lutego to już ten moment, w którym można powoli wystawiać środkowy palec w kierunku odchodzącej pory mroku. Zresztą tak źle w tym roku nie było. Główną zaletą aresztu domowego jest to, że udało mi się przezimować w koszulce i japonkach. Oby tak dalej.
Obrazek zastępczy
Wednesday, 6 February 2013
Uczę się
W związku z czym nie mam czasu na nic. Nie oglądam seriali. Nie siedzę na necie. Nie cykam (sobie) zdjęć, a już na pewno nie nagrywam filmów. Nie chodzę na bieżnię. Nie jem siedmiu posiłków dziennie. Nie śpię do dziesiątej. Nie marnuję czasu na pierdoły. Cały ja.
A tu nie wiem kto.
I tu też nie.
A tu nie wiem kto.
I tu też nie.
Sunday, 27 January 2013
Historia lubi się powtarzać
Znowu wróciłem do punktu, w którym zaczynałem pisać bloga. Znowu nie pracuję, bo muszę się uczyć. W rzeczywistości znowu nie uczę się, ale oczywiście od jutra się biorę. Poza tym jak zawsze jestem już zmęczony nauką, chociaż tak naprawdę nie zacząłem się jeszcze uczyć.
Zmieniły się tylko pewne szczegóły. Wtedy byłem na zachodzie, teraz jestem na wschodzie. Wtedy było ciepło, a teraz jest zimno. Wtedy siedziałem w pokoju sam, a teraz z małżonką. Wtedy piłem piwo, a teraz colę. Poza tym ta sama niemoc i bicie rekordów w prokrastynacji.
Mam tylko delikatny żal, do Internetu, który nie nadąża z aktualizowaniem treści, w związku z czym wszystkie rzeczy muszę czytać dwa razy.
Drugi od lewej - sobowtór niebieskiej strzały.
Zmieniły się tylko pewne szczegóły. Wtedy byłem na zachodzie, teraz jestem na wschodzie. Wtedy było ciepło, a teraz jest zimno. Wtedy siedziałem w pokoju sam, a teraz z małżonką. Wtedy piłem piwo, a teraz colę. Poza tym ta sama niemoc i bicie rekordów w prokrastynacji.
Mam tylko delikatny żal, do Internetu, który nie nadąża z aktualizowaniem treści, w związku z czym wszystkie rzeczy muszę czytać dwa razy.
Drugi od lewej - sobowtór niebieskiej strzały.
Sunday, 13 January 2013
Co za tydzień!
W tym tygodniu trzy razy spotkałem się ze starym znajomym. Jako zadeklarowanemu abstynentowi takie spotkania zdarzają się raczej trzy razy do roku. Z racji wieku coraz gorzej znoszę tego typu meetingi, chociaż trzy spotkania w tygodniu to zaledwie 3/7 normy spotkań, którą wyrabiałem na studiach. Poza tym wczoraj (a może dzisiaj) byłem w najgorszym klubie, jaki przyszło mi odwiedzić w mojej długiej karierze klubowicza. Pierwszy raz żałowałem, że przeszedłem selekcję.
Tu nie żałowałem
Subscribe to:
Posts (Atom)





