Sunday, 6 July 2014

Makrela albo śmierć

U mnie lato, urodziny koleżanki (tej samej co 7 lat temu), poza tym mundial, zamulanie samemu na chacie, piątkowy wylot na miasto i wizyta Śmigła na ostatnie ćwierćfinały (był też Maradona i Mięsny). Muszę pamiętać żeby posprzątać zanim wrócą dziewczyny.

Soundtrack na półfinały: New Order - "The Peel Sessions"

















 























Thursday, 12 June 2014

Niepokój

Zabawne jak cienka granica biegnie między spokojem a niepokojem. Jej przekroczenie jest świetną lekcją pokory, która przypomina, że fortuna to strasznie humorzasta panna.

Wednesday, 4 June 2014

Spokój

Zafundowałem sobie ostatnio odrobinę spokoju nad morzem. Tzw. polskim morzem. Po ostatnim pobycie kilka lat temu, podczas którego nie uświadczyłem ani jednego dnia pogody i który zakończył się wielogodzinnym, krajoznawczym rajdem przez Polskę połączonym ze zwiedzaniem (z prędkością korka w godzinach szczytu) każdej mieściny, w której znajduje się sygnalizacja świetlna, postanowiłem tam nigdy nie wracać. Ale wróciłem. I było ok. Woda brudna jak zawsze, ale pogoda świetna, a ludzi jak na lekarstwo. I jeszcze ta nazwa: Sobieszewo. Kojarzy mi się podejrzanie dobrze. Dlatego planuję powrót.

Soundtrack z odległego brzegu polskiego morza: iamamiwhoami - "kin"


Thursday, 8 May 2014

Trzyniec

Pojechałem w sobotę po piwo, sojové řezy i zrobić zdjęcia hucie. Zakupy się udały, zdjęcia też, chociaż huta się schowała.




Wednesday, 23 April 2014

I wish I was a sheep instead of a lion

Spokojne święta w górskiej kryjówce. Tradycyjny nocny rajd przez Polskę. Nieudane podejście na Chojnik ograniczone do obejścia tras biegowych wokół.





















Soundtrack na Wielkanoc: Gonjasufi - "A Sufi And A Killer"

Tuesday, 15 April 2014

Widzew - Mirów

U mnie tyle co zawsze. Wracam wreszcie na rewiry. 9 miesięcy Chojnika nie widziałem. Po takiej przerwie będę go musiał chyba obejrzeć z bliska.



Friday, 4 April 2014

A nie mówiłem

Szast prast i mamy piątek, a ja rozsiadłem w fotelu dzierżąc pysznego schłodzonego IPA. Nawet nie wiem kiedy upłynął tzw. międzyczas pomiędzy tu i w zeszłą niedzielę a tu i teraz. A może w ogóle nie upłynął, skoro upływu nie odczułem a cały czas jestem tu. Sam już nie wiem, ale nie wątpię, że nie zdążę nawet policzyć do trzech, a będę tu i będzie niedziela wieczór. I tak w kółko.