Tuesday, 2 September 2014

Trzy

Typowy pobyt nad polskim morzem, czyli smażenie się cały dzień na własnych, ogrodzonych parawanem dwóch metrach kwadratowych plaży z obligatoryjnym petem i bronksem z puszki, na obiad smażona ryba (prosto z delty Mekongu) z frytkami, wieczorem klabing w topowych miejscach w towarzystwie byczków z tribalami i foczek w cętki, bicie rekordów na automacie bokser, sandały, skarpetki, kebab z mikrofalówki i tradycyjne malowanie swastyki z henny na czole. Tak mogły wyglądać moje wakacje. Niestety, nie zdecydowałem się w tym roku na Mielno.
Trzynaście dni we Trójkę w Trójmieście. Tak wyglądały moje wakacje. Oprócz atrakcji czysto towarzyskich (pozdrawiam Gosię) robiłem zdjęcia klocków w Gdyni, podążałem tropem fekalnej zagadki Sopotu (i to nie prawda, że warszafka na mociaku tak śmierdzi, bo okazało się, że to śruta sojowa), sprawdzałem czy Wisła naprawdę uchodzi oraz czy placki na Świętojańskiej są odpowiednio cienkie.
Potem nastąpił powrót do stolicy i tradycyjne bolesne zderzenie z rzeczywistością. A na pożegnanie wakacji pojawiła się z roboczą wizytą delegacja z heimatu.  Wspólnie odbyliśmy (o ile pamiętam) powolny przelot ulicami miasta, utrzymany (raczej) w konwencji onirycznej, ilustrowany (prawdopodobnie) rycinami Schulza.






Sunday, 10 August 2014

Urlop

Sierpień w przeciwieństwie do lipca bardzo spokojny. Właśnie zacząłem urlop. Ostatni raz 2 tygodnie pod rząd wypoczywałem 2 lata temu. Jadę pławić się z ulwami i morszczynami w tzw. polskim morzu. Pogody się nie spodziewam, natomiast liczę na tradycyjną wojnę polsko-polską codziennie rano przy szwedzkim stole. Do ostatniej parówki.


Thursday, 31 July 2014

Pół cytryny

To był lipiec! Ostatecznie zdążyłem ze sprzątaniem na przyjazd dziewczyn. Potem teleportacja w Karkonosze i szalone wesele. Na trzy dni wojcieszyckie pola zapłonęły, były tradycyjne hulanki i swawole, a także konkurs skoków do wody z trampoliny, inny konkurs, który nie wiem kto wygrał mimo, że byłem w jury oraz walki psów i bohaterskie przejęcie namiotu animacji dla dzieci. Po powrocie do HQ upalny tydzień z demonem, basenem, sauną oraz treningami speedmintona i tego drugiego sportu. Następnie udane budowanie przyjaźni polsko-tahitańskiej nad Wisłą (wiedzieliście, że na Tahiti piwo kosztuje pięćset żółwi - szok). Potem jeszcze jeden skok w Karkonosze, oglądanie słoni morskich w Libercu oraz otwarcie (i zamknięcie jednocześnie) sezonu grillowego.

Na koniec dobra rada. Jeśli źle się czujecie, jesteście ogólnie rozbici albo jest Wam na przykład zimno, to zjedzcie pół cytryny. Mi zawsze pomaga. Poważnie, wystarczy pół cytryny. Można sobie wycisnąć do szklanki albo zjeść i od razu pomaga. Mi zawsze. Pół cytryny. Spróbujcie. Bo mi pomaga.

Soundtrack na lipiec: John Talabot - "Fin"




Sunday, 6 July 2014

Makrela albo śmierć

U mnie lato, urodziny koleżanki (tej samej co 7 lat temu), poza tym mundial, zamulanie samemu na chacie, piątkowy wylot na miasto i wizyta Śmigła na ostatnie ćwierćfinały (był też Maradona i Mięsny). Muszę pamiętać żeby posprzątać zanim wrócą dziewczyny.

Soundtrack na półfinały: New Order - "The Peel Sessions"

















 























Thursday, 12 June 2014

Niepokój

Zabawne jak cienka granica biegnie między spokojem a niepokojem. Jej przekroczenie jest świetną lekcją pokory, która przypomina, że fortuna to strasznie humorzasta panna.

Wednesday, 4 June 2014

Spokój

Zafundowałem sobie ostatnio odrobinę spokoju nad morzem. Tzw. polskim morzem. Po ostatnim pobycie kilka lat temu, podczas którego nie uświadczyłem ani jednego dnia pogody i który zakończył się wielogodzinnym, krajoznawczym rajdem przez Polskę połączonym ze zwiedzaniem (z prędkością korka w godzinach szczytu) każdej mieściny, w której znajduje się sygnalizacja świetlna, postanowiłem tam nigdy nie wracać. Ale wróciłem. I było ok. Woda brudna jak zawsze, ale pogoda świetna, a ludzi jak na lekarstwo. I jeszcze ta nazwa: Sobieszewo. Kojarzy mi się podejrzanie dobrze. Dlatego planuję powrót.

Soundtrack z odległego brzegu polskiego morza: iamamiwhoami - "kin"


Thursday, 8 May 2014

Trzyniec

Pojechałem w sobotę po piwo, sojové řezy i zrobić zdjęcia hucie. Zakupy się udały, zdjęcia też, chociaż huta się schowała.