Zbliżają się moje trzydzieste urodziny. Ta okrągła rocznica nie robi na mnie specjalnego wrażenia, gdyż zasadniczo urodzin nie obchodzę, podobnie zresztą jak imienin, Dnia Świętego Walentego, Dnia Świętego Patryka oraz Światowego Dnia Walki z AIDS (prezenty naturalnie przyjmuję - na Dzień Świętego Patryka również). Zatem normalnie nie czekałbym na ten dzień, a w ferworze walki z codziennymi problemami mógłbym go nawet nie zauważyć, gdyby nie jedna drobnostka.
Mianowicie list.
Autorem owego listu jestem ja sam, adresatem zresztą też. Napisałem go w swoje piętnaste urodziny z adnotacją aby otwarty został w trzydzieste. Muszę przyznać, że nie mogę już doczekać się tego momentu. Zachodzę w głowę co autor miał mi do przekazania. Piszę o "autorze" w trzeciej osobie, bo nie jestem nawet do końca pewien czy to ta sama osoba co ja. Co ja sobie wtedy myślałem? Przecież trzydziestolatek dla piętnastolatka to starzec. Mam nadzieję, że nie zwracam się do siebie per Pan. Ciekawe też czy w 1997 r. wydawało mi się, że w 2012 r. ludzie będą jedli zamiast chleba zieloną pastę z tubki, samochody będą latać, a najlepszym miejscem na wakacje będą księżyce Saturna. Przecież te 15 lat, które miało upłynąć, to dokładnie jeszcze raz tyle, ile do wtedy przeżyłem. Czyli wieczność. Na szczęście wszystkiego dowiem się już w przyszłym tygodniu. Myślę też nad kolejnym listem. Należy mi się jakaś niespodzianka na czterdzieste piąte urodziny.
Friday, 24 August 2012
Thursday, 16 August 2012
Wakacje
Jak wakacje to podróże. W ciągu nieco ponad miesiąca służbowo i nie, odwiedziłem Rzeszów, Bielsko-Białą, Kłobuck, Częstochowę, Wisłę, Łódź, Kielce, Katowice, górską kryjówkę w Karkonoszach, Legnicę, Ryki i Łochów. Jeszcze na basenie na Szczęśliwicach byłem. To chyba tyle.
Soundtrack wakacyjny - Bullion - "You Drive Me To Plastic"
Soundtrack wakacyjny - Bullion - "You Drive Me To Plastic"
Sunday, 5 August 2012
Wednesday, 4 July 2012
Wielka rzeszowska
W świecie opanowanym przez falliczne symbole męskiej dominacji Rzeszów pokazuje, że można przeciwstawić się brutalnemu męskiemu szowinizmowi. Tu znajduje się pomnik, który wyznacza nową jakość pokazując, że stary porządek powoli odchodzi. Monument ów, jawi się niczym promyk nadziei na zgliszczach umarłego kultu penisa. Tu feministyczne hasło "siła cip" przestaje być tylko pustym frazem. W Rzeszowie ma ono materialny i porażający wymiar. Przytłacza swoim ogromem i powoduje, że drżę.


Na zakończenie dodam, że byłem świadkiem wzruszającej sceny, kiedy K. Szczuka i M. Środa składały kwiaty pod pomnikiem. Zrobiłem nawet kilka zdjęć. Niestety, zostałem zauważony i przy pomocy bhutalnej pehswazji zmuszony do ich skasowania.


Na zakończenie dodam, że byłem świadkiem wzruszającej sceny, kiedy K. Szczuka i M. Środa składały kwiaty pod pomnikiem. Zrobiłem nawet kilka zdjęć. Niestety, zostałem zauważony i przy pomocy bhutalnej pehswazji zmuszony do ich skasowania.
Friday, 8 June 2012
Dzisiaj
Ponad 5 lat temu cieszyłem się na blogu, słowami tradycyjnej kibicowskiej przyśpiewki, że mamy EURO. Odnalazłem ostatnio w internetowym wydaniu popularnego dziennika zdjęcie z fety, która odbywała się wtedy na wrocławskim Rynku. A na nim ja. Beztroska morda.
Wtedy rok 2012 wydawał mi się tak odległą datą, jak dzień wybuchu drugiej wojny światowej albo bitwy pod Grunwaldem. To będzie kiedyś, myślałem. Szast prast i kiedyś mamy dzisiaj. Ale zleciało. Tak już cały czas będzie szybko leciało?
Z kronikarskiego obowiązku odnotuję wizytę w stolicy baby w ciąży z mężem. Stolica rzucała nam kłody pod nogi, zamykając co tylko się dało, ale i tak ją zwiedziliśmy.
Ponadto padł mi komp. Nagle i definitywnie. W poniedziałek dowiem się czy zabrał ze sobą do hadesu dysk twardy, grzebiąc 6 lat pracy i gromadzenia śmieci.
Wtedy rok 2012 wydawał mi się tak odległą datą, jak dzień wybuchu drugiej wojny światowej albo bitwy pod Grunwaldem. To będzie kiedyś, myślałem. Szast prast i kiedyś mamy dzisiaj. Ale zleciało. Tak już cały czas będzie szybko leciało?
Z kronikarskiego obowiązku odnotuję wizytę w stolicy baby w ciąży z mężem. Stolica rzucała nam kłody pod nogi, zamykając co tylko się dało, ale i tak ją zwiedziliśmy.
Ponadto padł mi komp. Nagle i definitywnie. W poniedziałek dowiem się czy zabrał ze sobą do hadesu dysk twardy, grzebiąc 6 lat pracy i gromadzenia śmieci.
Thursday, 17 May 2012
A w maju
Zwykłem jeździć, szanowni panowie (i panie)
do heimatu na weekend, bynajmniej w tramwaju.
Było bosko, jak zawsze.
do heimatu na weekend, bynajmniej w tramwaju.
Było bosko, jak zawsze.
Tuesday, 17 April 2012
5 lat
Cześć. Mam na imię Disco. W tym roku kończę 30 lat. Jestem z Gór Olbrzymich, ale los rzucił mnie hen na wschód w miejsce, gdzie Azja spotyka się z Europą, Stany Zjednoczone ze Związkiem Radzieckim, a lokalnym rarytasem jest kebab z sushi. Lubię robić zdjęcia komórką. I pisać zdaniami prostymi. Albo równoważnikami zdań. I wydaje mi się, że jestem zabawny. Nie mam fejsa, twittera, ani naszej klasy. Za to mam bloga. Dokładnie od pięciu lat. Początkowo był to efekt głupawki spowodowanej (nie) pisaniem pracy magisterskiej skierowany do garstki znajomych. Z czasem zaczął być odwiedzany również przez nieznajomych. Dzięki google statistics wiem, że dalej jest odwiedzany. Niestety nie wiem przez kogo, dlatego od dawna stosuję autocenzurę i zamiast przemyśleń umieszczam tu półprawdy i anegdotki. Czasem korci mnie, żeby napisać coś na poważnie, a zaraz pojawiają się wątpliwości, kto by to czytał. Może na 10 rocznicę się zmobilizuję. Pozdrawiam zaglądaczy.
Subscribe to:
Posts (Atom)






